Rob, 58 lat

Wsiadłem w samochód i pojechałem do Krakowa po człowieka. Był w bardzo ciężkim stanie. Zaawansowany zespół odstawienny, brzydki zapach, cały się trząsł. Wieczorem byłem na miejscu. - Jak dobrze, że jesteś! - powiedziałem do Podopiecznego.

Była sobota, słoneczna. Jak to w dzień wolny od pracy planowałem generalne porządki w domu, trochę w samochodzie. A potem czas dla dzieci – na zabawę i odpoczynek.

Około godziny 13:00 zadzwonił telefon.
– Panie Macieju proszę pomóc osobie bezdomnej. Tego mężczyznę od dłuższego czasu spotykam na ulicy. Śpi pod gołym niebem.
Po wywiadzie telefonicznym, aby rozeznać się w sytuacji doszedłem do wniosku, że trzeba pojechać po tego człowieka.
– Panie Macieju, ja go przywiozę pociągiem. Ale trzeba Mu pomóc.
Pociągiem? Zdziwiłem się.
– To gdzie jest ta osoba w kryzysie bezdomności? – zapytałem.
– W Krakowie – usłyszałem.
– A jak ten człowiek będzie miał padaczkę w pociągu to co Pani zrobi…?

Wsiadłem w samochód i pojechałem do Krakowa po człowieka. Był w bardzo ciężkim stanie. Zaawansowany zespół odstawienny, brzydki zapach, cały się trząsł.

Wieczorem byłem na miejscu.
– Jak dobrze, że jesteś! – powiedziałem do Podopiecznego.
Po krótkiej rozmowie z Panią, która do mnie dzwoniła pożegnaliśmy się i wraz z Podopiecznym ruszyliśmy z Krakowa do Poznania. Jechaliśmy w nocy, więc zatrzymaliśmy się na krótką drzemkę w samochodzie.

Rano Podopieczny wykąpał się w Domu Świętego Łazarza, przebrał się i pojechaliśmy do szpitala. Nadal był w trudnym stanie zespołu odstawiennego. Bogu niech będą dzięki, że od razu przyjęto Go na oddział detoksykacyjny.

Dlaczego opowiadam tę historię? Takie sytuacje nie często się zdarzają. Ale, gdy się zdarzą potrzeba pilnej interwencji. To mogło się wydarzyć tylko dlatego, że nasza Fundacja istnieje dzięki Waszej pomocy. Dzięki temu, że wpłacacie darowizny na utrzymanie naszej misji.

Podopieczny zasłabł w szpitalu. Musieliśmy przerwać leczenie. Okazało się, że ma chore serce. Przyjęliśmy Go do naszego Domu. Po kilku tygodniach, gdy jego stan się poprawił pojechał do swojego dziecka – chciał je odwiedzić. Bardzo tęsknił. Jego stan od dawna nie był tak dobry. Już nie wrócił. Otrzymaliśmy informację, że jest zaopiekowany w jednym ze schronisk.

Przewijanie do góry